Roztoczańska szkoła tradycji 

 Krzysztof Butryn  

…powrót do „Roztoczańska szkoła tradycji”

Kocudza i Dzwola – początek działań Roztoczańskiej Szkoły Tradycji

Nasze działania w ramach Szkoły Tradycji postanowiliśmy zacząć od Kocudzy.
Dlaczego?
Jest kilka powodów.

Po pierwsze: są tu jeszcze muzykanci i śpiewacy. Mamy przecież tutaj swoich Mistrzów, m.in. Stanisława Głaza z Dzwoli (wioska obok Kocudzy) i Bronisława Rawskiego, do których przyjeżdżamy już od dłuższego czasu. Odwiedzamy ich, rozmawiamy, czasem nauczymy się jakiejś melodii i wspólnie zagramy. Jednak dość często nasze wizyty nie mają nic wspólnego z muzykowaniem. Oczywiście, jadąc do naszych Mistrzów zawsze jesteśmy „uzbrojeni w instrumenty”, ale bywa tak, że podczas spotkania one nie są najważniejsze. Schodzą na drugi, a nawet trzeci plan. Przy każdej okazji staramy się przyjeżdżać w odwiedziny tak po prostu, zapytać, co słychać. Od tych muzyków nauczyliśmy się takich rzeczy, których próżno szukać w podręcznikach.

Szczególnie pan Stanisław przekazuje nam wiele informacji okołomuzycznych. Cudowny jest jego język opowieści o muzyce, bardzo trafny i obrazowy, porównujący muzykę do przyrody czy śpiewu ptaków. Kocudza znana jest również z tradycji śpiewaczych. Funkcjonuje tu kilka zespołów śpiewaczych, w tym zasłużony zespół „Jarzębina”. Jest więc od kogo się uczyć.

Po drugie. Do Kocudzy przywiodła nas tajemnica suki – staropolskiego instrumentu, który według różnych źródeł występował tutaj w XIX wieku. Czy ktoś to jeszcze pamięta? Czy miejscowi znają ten instrument? Czy  jest im to potrzebne?

Po trzecie i czwarte. Jesteśmy też tutaj przez zwykłą ciekawość, zachwycamy się wioską, krajobrazem z licznymi przydrożnymi kapliczkami i krzyżami trójramiennymi, a także niespotykaną, specyficzną gwarą. Jakie było nasze zdziwienie, gdy usłyszeliśmy starsze kobiety mówiące w rodzaju męskim. Naprawdę! No i czy gdzieś jeszcze przy robocie możesz się skipielić (spocić) i być potem łutalendeny (zmęczony), zjeść pyszny syrzanie (twaróg) czy mieć okazję posłuchać rypolegi (radia) albo wejść na wylazacke (drabinę) i zobaczyć, dlaczego nagły (autobus pośpieszny) nie przechodzi, tylko psestepuje.

Nasze działania zaczęliśmy w maju 2014 roku.

W tej okolicy znajduje się wiele przydrożnych kapliczek i krzyży. Przy niektórych do dzisiaj odprawiane są nabożeństwa majowe. Na uwagę zasługuje jedna z nich – najstarsza w okolicy. Pośród malowniczych pól, wtulona w cztery wielkie drzewa, stoi piękna murowana kapliczka, jak mówią mieszkańcy, „od zawsze”. Niestety, od dłuższego czasu w majowe dni nie jest odwiedzana. Wspólnie z mieszkańcami Kocudzy i Zdzisławic postanowiliśmy się tu spotkać. Mimo padającego deszczu przybyło sporo osób. Wspominali, jak jeszcze niedawno tutaj odprawiali majówki. Ktoś z mieszkańców przygotował nawet nowe ławki do środka kapliczki. My sporządziliśmy śpiewniczek z pieśniami, które kiedyś tutaj śpiewano. Zupełnie nas zaskoczyło bogactwo pieśni i różnych ich wariantów spontanicznie wyśpiewanych przez mieszkańców podczas majówki. Tych pieśni mieszkańcy znali o wiele więcej, materiału wystarczyłoby na kolejne części śpiewniczka.

Jesteśmy tu umówieni za rok.

Pewnego dnia chcieliśmy odwiedzić Janinę Oleszek, doskonałą śpiewaczkę, kopalnię wiedzy o „starych czasach” i w dodatku grająca na harmonijce ustnej. Zbliżając się pod jej dom, słyszymy cichy śpiew dochodzący z ganku. Nie wchodzimy od razu, chwilę stoimy pod drzwiami i słuchamy. Nie chcemy przeszkadzać, wejdziemy, jak skończy. W wolnej chwili to ja cały czas śpiewam, a że mam teraz dużo wolnego czasu, to przypominam sobie różne stare pieśni – wyjaśnia.
Następnym razem zjawiamy się z muzyką, rozpalone na podwórku ognisko staje się doskonałą okazją do spotkania, rozmów i wspólnego muzykowania. Pojawia się sąsiad, muzykant. Wyciąga harmonijkę i wszyscy milkną. Zaczyna grać. Opowiada historie i wspomina, jak kiedyś nad wsią unosiły się dźwięki pieśni i instrumentów i jak mu tego brakuje. Przyszedł do nas, bo usłyszał, jak gramy i śpiewamy.

Do Kocudzy i Dzwoli wracamy co chwilę, gramy na festynie, w domu i na podwórku, rozmawiamy pod sklepem, obserwujemy.

Poznajemy starszych muzykantów, którzy grali kiedyś w miejscowej orkiestrze dętej, jak również młodych, z podstawówki i gimnazjum, którzy grają w młodzieżowej orkiestrze dętej. A gdyby tak ci młodzi spróbowali zagrać stare melodie?

W międzyczasie podejmujemy inicjatywy skierowane do dzieci i młodzieży. Organizujemy konkurs plastyczny dla dzieci o zapomnianym kocudzkim instrumencie – „suce”, spotykamy się z nimi, pokazujemy instrumenty. Rozpoczęliśmy również przygotowania do kolędowania z „Herodami”.

Jednak głównym motywem tegorocznej Szkoły Tradycji było zainicjowanie postawienia nowej kapliczki. Z założenia kapliczka ta miała być nietypowa. Dlaczego? Bowiem znajdująca się w niej postać św. Cecylii (patronka muzyki i muzyków) trzymającej staropolski instrument ludowy pochodzący z Kocudzy, ma przywołać zapomnianą miejscową legendę o instrumencie zwanym „suką”, który używany był na tych terenach jeszcze w XIX w. Ostatnią osobą, która słyszała dźwięki tego instrumentu, był mieszkaniec Kocudzy – Marcin Gilas „Krupiorz”.

Kapliczka stawiana jest w intencji wszystkich kocudzkich muzyków i śpiewaków, których wspominać będziemy na spotkaniu, mamy nadzieję na wspólne oglądanie zdjęć, kolejne historie i ich muzykę, która stała się też naszą muzyką.

Tegoroczne działania Roztoczańskiej Szkoły Tradycji realizują: Marta i Krzysztof Butrynowie, Zbigniew Butryn, Mateusz Borny, Piotr Deptuła, Irena Krawiec, Janina i Beata Oleszek, Ewa Grochowska, Sylwia Piekarczyk, przy współpracy Gminnej Biblioteki Publicznej i Ośrodka Kultury w Dzwoli – oddział w Kocudzy.

…powrót do „Roztoczańska szkoła tradycji”

Film o gwarach gminy Kocudza. Z archiwum Szkoły Suki Biłgorajskiej.

zmiana wielkości czcionki
Tryb kontrastowy